You are here
Home > Blog > Chillout na malowniczym Mauritiusie / Chillout on picturesque Mauritius

Chillout na malowniczym Mauritiusie / Chillout on picturesque Mauritius

31-05-2019

Mauritius to niewielka wyspa na Oceanie Indyjskim, położona około 900 km na wschód od Madagaskaru, poniżej Archipelagu Seszeli i Malediwów, które znajdują się bliżej Indii.

Wyspa jest częścią archipelagu Maskarenów. Poza wyspą do Mauritiusa należą wyspy: Rodrigues (w odległości 563 km na wschód od wyspy głównej), archipelag Cargados (402 km na północ) i Wyspy Alagea (933 km na północ). Około 174 km na południowy zachód od Mauritiusa położony jest Reunion.

 

 

Mauritius, jako państwo wyspiarskie jest republiką (Republika Mauritiusu). Mauritius uzyskał niezależność w 1968 roku. Kraj stał się republiką w ramach Wspólnoty Narodów w 1992. Jest jednym z nielicznych krajów afrykańskich posiadających stabilną demokrację z regularnie odbywającymi się wolnymi wyborami i przestrzeganymi prawami człowieka. Dzięki rozwiniętemu sektorowi turystycznemu przyciągnął znaczne zagraniczne inwestycje, osiągając tym samym jeden z najwyższych w Afryce dochodów na obywatela.

Wyspa została odkryta przez Portugalczyków w 1505 roku. Skolonizowana została przez Holendrów w 1638 i nazwana imieniem księcia Maurycego Orańskiego. Francuzi opanowali wyspę w XVIII wieku, zmienając nazwę na Île de France. Nazwa Mauritius została przywrócona w 1810 roku, gdy Brytyjczycy przejęli wyspę. Anglicy znieśli niewolnictwo i zaczęli sprowadzać robotników z Indii.

Z Warszawy lotem KLM przez Amsterdam dotarłam na Mauritius liniami lotniczymi Air Mauritius. To bardzo przyzwoite linie lotnicze. Na Mauritius można również dolecieć przez Dubaj liniami lotniczymi Emirates.

Potwornie długi lot ( I etap – 2,5 godziny, II etap – prawie 12 godzin) wynagrodził mi przedpołudniowy, opromieniony słońcem  widok wyspy z powstałymi po wulkanicznych wybuchach górami. Mauritius jest wyspą wulkaniczną, powstałą w wyniku erupcji podwodnej wulkanów. Położenie geograficzne sprawia, że wyspa jest bardzo zielona a otaczający ocean w słońcu nabiera cudownie turkusowego koloru.

 

 

Kiedy dotarłam na lotnisko w Port Louis (stolicy Mauritiusa) przywitał mnie niezwykle miły chłopak z hotelu AMBRE A SUN RESORT. Zostałam zabrana mini vanem do hotelu, przyjazny i komunikatywny kierowca podczas godzinnej drogi opowiedział mi wiele ciekawych rzeczy na temat Mauritiusa i mijanych po drodze miejsc.

 

 

W hotelu zostałam przywitana bardzo miło lokalnym drinkiem i lunchem a ponieważ oczekiwałam na grupę znajomych, którzy mieli dotrzeć innym lotem czułam się nieco osamotniona w kraju afrykańskim z hinduskimi wpływami. Obsługa hotelu stanęła jednak na wysokości zadania i zostałam bardzo miło przyjęta. Powiedziałabym, że ludzie są wręcz zbyt mili, ale jednocześnie nie narzucający się. W Ambre, A Sun Resort odczuwa się niejako atmosferę chilloutu, relaksu i wpływów wschodu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na szczęście współtowarzysze podróży dotarli wieczorem i mogliśmy spędzić cudowny wieczór na plaży z muzyką, tańcami i nocnym pływaniem w Oceanie Indyjskim (ostrzegam, uważajcie na jeżowce).

 

 

 

 

Okolice hotelu są raczej bezpieczne, zarówno plaża jak też droga do najbliższego miasteczka jest spokojna, aczkolwiek, jeśli planujecie spacer a nie jazdę taksówką zostaniecie obtrąbieni jak nigdy dotąd. Spacery po plaży Constance Belle Mare z widokiem turkusowego oceanu, jasnego piasku i parasoli to chyba najbardziej relaksujący widok na Mauritiusie. Dla tego malowniczego widoku warto było przelecieć pół świata samolotem. Lokalni mieszkańcy weekendy spędzają biwakując w parku przy plaży i tańcząc w rytm muzyki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Co warto zobaczyć na Mauritiusie?

Naszą wycieczkę, zamówioną na miejscu w pobliskim miasteczku rozpoczęliśmy od małej manufaktury modeli żaglowców, które są wykonywane ręcznie z bardzo precyzyjnych, drobnych elementów. Modele można kupić w sklepie obok manufaktury.

 

 

 

Następnie obejrzeliśmy  krater wulkanu pokryty zieloną roślinnością. To co zadziwia na Mauritiusie to ogrom zieleni palm i innej roślinności. Przełom kwietnia i maja to jednak na wyspie pora deszczowa, stąd mieliśmy prawie codziennie przeplatankę deszczu i słońca. Nasza wycieczka również była dosyć mokra.

 

 

 

 

Na Mauritiusie koniecznie trzeba zobaczyć Park Narodowy Chamarel z 7 kolorową ziemią. Jest to miejsce, gdzie wśród gęstej, soczystej zielonej roślinności pojawia się obszar podobny do wydm, ukształtowany z piasku w 7 różnych kolorach, który pod wpływem deszczu lub promieni słońca nieco zmienia swoje odcienie. W Chamarel zobaczycie także ogromne żółwie i inne zwierzęta.

 

 

 

 

Nazwa parku stała się również inspiracją dla lokalnej fabryki rumu. Mauritius słynie  z upraw trzciny cukrowej, a wytwarzany z niej rum, w wielu odmianach otrzymał nazwę Chamarel. Mieliśmy okazję zwiedzić fabrykę rumu, poznać tajniki jego wytwarzania oraz degustować kilkanaście rodzajów rumu. Niektórzy uczestnicy wycieczki mieli bardzo błyszczące oczy na zakończenie degustacji. Osobiście najbardziej smakował mi ten z dodatkiem wanilii.

Bardzo popularnym drinkiem na Mauritiusie jest również Mohito, nic w tym dziwnego, w końcu głównym składnikiem jest rum i cukier trzcinowy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jednym z etapów zwiedzania była hinduska Świątynia Shivy – Ganga Talao, otoczona z dwóch stron ogromnymi posągami Shivy (Mangal-Mahadev), zbudowana nad jeziorem w kraterze wulkanu, gdzie nad nim wynurzają się mniejsze posągi, tego dnia we mgle. W środku jednak mała i wypełniona małymi posągami bożków i kolorowymi dekoracjami z kwiatów i liści.

 

 

 

Wchodząc do świątyni zdejmujemy buty, otrzymujemy błogosławieństwo czerwonym znakiem na czole i wsłuchujemy się w modły. Można swobodnie robić zdjęcia. Hinduizm jest główną religią na Mauritiusie, pozostałe to chrześcijaństwo, islam, w niewielkim stopniu buddyzm oraz świadkowie Jehowy.

 

 

 

 

 

 

Skąpani w deszczu, namaszczeni przez samego Shivę jedziemy zobaczyć największy wodospad na Mauritiusie – wodospad Chamarel, piękny szum wody i bajeczne otoczenie pozwalają na chwilę zapomnieć o lejącym się z nieba deszczu.

 

 

 

Pomimo pogody wycieczkę uznajemy za udaną i kończymy lokalnym jedzeniem hinduskim podanym na liściu.

 

 

Zapewne można zobaczyć o wiele więcej na Mauritiusie, chociażby odbyć lot helikopterem nad wulkanami i wodospadami, obejrzeć inne plaże czy popłynąć katamaranem lub łodzią motorową na pobliską małą wysepkę. TUTAJ znajdziecie rekomendacje.

Czasu jednak nie było tak wiele, więc korzystamy jeszcze z atrakcji sportowych: gry w siatkówkę w basenie, pływaniu wodnymi rowerami czy grze w tenisa.

 

 

 

 

 

 

 

Mauritius zapewnia odpowiedni relaks i chillout, warto chociaż raz tam polecieć. Więcej możecie zobaczyć na moim INSTAGRAMIE.

 

Tekst: Gocha

Photos: Gocha



 



 

Dodaj komentarz

Top