You are here
Home > People > Interviews > Inspirująca i kontrowersyjna rozmowa z Kapitanem Andy’m / Inspiring and controversial conversation with Captain Andy

Inspirująca i kontrowersyjna rozmowa z Kapitanem Andy’m / Inspiring and controversial conversation with Captain Andy

14-01-2020

Z CAPTAIN ANDY, Andrzejem Jankowskim  – spotykam się po wielu latach w dość nieoczekiwanych okolicznościach. Właśnie wrócił do Warszawy  z trwającego już od 5-ciu lat i nie wiadomo jeszcze jak długiego,  rejsu dookoła świata, aby promować napisaną książkę i audiobook.  Po przeczytaniu książki „NAZYWAM SIĘ ŻYCIE” uśmiecham się do siebie i myślę, że wszystko jest możliwe.

Captain Andy to postać wyjątkowa i charyzmatyczna,  człowiek, który nie tylko marzy, ale te marzenia skutecznie przekształca w rzeczywistość. Umawiamy się więc na dłuższą rozmowę o życiu, w tym życiu na morzu, żeglowaniu i realizacji własnych pasji.

F&C: Andy, pamiętam Cię z czasów biznesowych i Twoich opowiadań o pracy w dyplomacji, kiedy Polska wychodziła z komunizmu. Co się wydarzyło, że tak drastycznie zmieniłeś swoje życie?

Captain Andy:  Nic nie zmieniłem, tylko Polska się zmieniła i w czasach kiedy była komuna, kiedy było bardzo szaro, buro i ponuro to mi się nie podobało i zajmowałem się obalaniem komunizmu. A jak się komunizm „wziął i obalił” i zaczęliśmy być w nudnej demokracji to się zająłem innymi rzeczami. Jedną z rzeczy, którą mam w głowie od dziecka, od naprawdę 10-latka, to jest podróżowanie i bycie pisarzem. Więc się nic w moim życiu nie zmieniło, po prostu zrobiłem rzeczy, które miałem zrobić a teraz zajmuję się spełnianiem marzeń, takich dosłownie spełnianiem marzeń z dzieciństwa, czyli żeglowaniem dookoła świata a tak naprawdę podróżowaniem, bo żeglowanie jest tylko metodą i pisaniem książek, bo zawsze chciałem być pisarzem i to są takie marzenia, które są ze mną całe życie, także w tym sensie nic się nie zmieniło.

F&C:  Co trzeba zrobić, aby kupić jacht i realizować tak wielkie marzenia?

Captain Andy:  Uderzyć się boleśnie w głowę, ponieważ jeśli ktoś kupuje jacht to jest największy błąd jego życia. Wielu ludzi kupuje jachty i 99% tych ludzi to są właściciele tych jachtów i nic więcej, nic poza tym. Żeglarze, jak Mohikanie i Indianie, już dawno wyginęli… więc co trzeba zrobić, aby kupić jacht? Zarobić dużo pieniędzy i kupić jacht, ale to nie jest moja odpowiedź, tylko odpowiedź rynku, po prostu świat jest pełen jachtów, ale z tego nic nie wynika.

Natomiast co zrobić, żeby być żeglarzem? Trzeba to kochać, to musi być pasja i trzeba poświęcić, tak jak w moim wypadku, kilkanaście lat życia, żeby gogle przymarzały do twarzy lodem, żeby ręce nie odmawiały posłuszeństwa, żeby nie spać przez trzy doby.

Żeby wytrzymać mróz na deszczu i nie jeść dwie doby… i wtedy można powiedzieć, że się spełnia swoje marzenia i wtedy, jeżeli  się to wszystko przejdzie i wtedy, jeśli człowiekowi się nadal chce kupować jacht  to znaczy, że to jest jego miłość, jego pasja i to co chce naprawdę robić w życiu.

F&C:  Dlaczego wybrałeś morza i oceany, jest tyle wspaniałych rzeczy do robienia, innych pasji, które są równie ciekawe?

Captain Andy:  A jakich? Nie, nie ma innych pasji, nie ma ani jednej.

F&C:  Spadochroniarstwo,  na przykład 🙂

Captain Andy:  Tak i można się zabić 🙂   Nie,  żeglarstwa, które ja uprawiam nie da się porównać do żadnego hobby. To nie jest moje hobby, to jest moje życie, ponieważ jak ktoś lata na paralotni albo gra w golfa to to są nudne gry, które dla tych ludzi są fascynujące, to są generalnie nudne gry dla mnie, bo w nie grałem, a ciekawe dla innych, bo to lubią, i tyle. To są gry, które przerywają nudny weekend, natomiast żeglowanie  w moim przypadku jest po prostu życiem, więc ja nie robię tego od poniedziałku do środy,  tak jak bym wyjeżdżał np. na kajta, tak jak to ludzie robią i to nie jest moja przerwa w życiu, tylko to jest moje życie. Żartowałem z tymi snobami 🙂 bo każdy ma prawo pracować 8, 10, 12 godzin dziennie do sześciu dni w tygodniu a wyjeżdżać na urlopy, ale ja uważam, że taki styl życia jest niezdrowy,  to że on jest modny od 100 lat, nie oznacza, że on jest mądry, on jest typowy. Ja znam przynajmniej dwadzieścia kultur, a wszystkie południowe, które prawie w ogóle nie pracują, oni po prostu żyją tym czym są. Znam ludzi, którzy kochają to co robią i to jest ich życie, praca a właściwie  nie ma życia i pracy, to się łączy. Także nie ma porównywalnej rzeczy z żeglarstwem, nie ma takiej rzeczy, bo ja śpię na jachcie, jem na jachcie, podróżuję jachtem, jestem takim żółwiem, który ma za sobą skorupę, no ale to nie jest mój wyjazd na jacht na tydzień do Chorwacji, to jest moje życie, także to są dwie różne rzeczy.

F&C:  Jasne, no nie wiem, czy nie obraziłeś w tym momencie tych osób, dla których inne sposoby spędzania czasu są ciekawe?

Captain Andy:  Na pewno, ale tak, to jeszcze raz mówię, podstawowym sposobem spędzania czasu dla tych osób jest zarabianie pieniędzy, najwięcej godzin w ciągu tygodnia przeznaczają nie na swoich przyjaciół i rodziny często, nie na swoje hobby, tylko na zarabianie pieniędzy, to jest sposób na zarabianie pieniędzy a ich hobby jest rzadko uprawianą odskocznią od tego co ich najbardziej zaabsorbowało  a w XX i XXI wieku ludzie głównie zarabiają pieniądze. I każdy robi co chce. Każdy ma swoje unikatowe życie. Tylko, życie mamy jedno, rok 2020 jest jeden, każdy miesiąc jest jeden, każdy tydzień i dzień, każda godzina! Warto się śmiać, tańczyć i całować, a nie zamartwiać i pracować na rzeczy, które będziemy potem segregować w śmietniku. Życie i czas który mamy nie ma ceny i nie warto go zamieniać na pieniądze, ale to tylko moje życie, wiec każdy robi co chce ze swoim.

F&C:  Z jakiego miejsca  zaczęła się Twoja podróż żeglarska?

Captain Andy: Pewnie z takich wakacji, które opisuję w książce, czyli znad Bałtyku i absolutnej fascynacji bezkresnym horyzontem i ten bezkresny horyzont mi zawsze zostaje do dzisiaj w oczach, bo to jest coś co oznacza wolność, to też jest sprzedana wartość, o której nikt nie rozmawia, wolność jest absolutnie podstawową wartością a właściwie o niej nikt nie mówi. I potem z jakichś podstawowych pierwszych wyjazdów nad wodę, gdzie się okazało, że to wszystko jest jeszcze bardzo zdrowe, fajne i ciekawe, ale generalnie, myślę, że z Bałtyku. A druga rzecz, z fascynacji krajem, w którym ciągle pada, często jest zimno i jest w miarę dużo chmur a z drugiej strony fascynacji piękną pogodą, plażami rajskimi, które ja sobie wyobrażałem jako dziecko, a których nigdy wtedy nie widziałem.  Więc to pochodziło trochę z Bałtyku  a trochę z marzeń, z marzenia, że może być pięknie, idealnie, fajnie i ciepło.

F&C: Co inspiruje Cię na morzu?

Captain Andy:   Ja się inspiruję, tzn. wiesz co, mam coś takiego, że mam bezpośrednie podłączenie z kosmosem, już dawno odkryłem,  że nie potrzebuję źródeł energii zewnętrznej, bo sam jestem źródłem energii, jestem bardziej latarnią morską niż lustrem.  W ogóle nie ma czegoś takiego, że ja muszę być zainspirowany morzem, bo morze samo w sobie jest tak inspirującym miejscem i tak ciekawym, że już samo bycie na morzu jest inspirujące. Natomiast co robi ze mną morze? No chyba mnie nie zmienia, bo stamtąd jestem, stamtąd pochodzę, zresztą wszyscy stamtąd wyszliśmy, tylko zapomnieliśmy, że jako praszczury wyszliśmy z wody i życie wyszło z wody, ale chyba każdy z nas odczuwa nad wodą, szczególnie nad oceanem i morzem taki element bardzo dziwnego poczucia, że to jest inne środowisko niż na lądzie. Myślę, że każdy jak jedzie nad morze ma takie poczucie, jeśli patrzy na horyzont i zachód słońca, jeśli słyszy szum fal,  czegoś bardzo wyjątkowego. Co prawda moja perspektywa jest perspektywą z morza a nie z plaży, bo większość ludzi zna morze z plaży i większość ludzi wyobraża sobie fale z plaży. Dla większości ludzi, którzy jadą na wakacje, to plaża jest końcem ich wyjazdu, a dla mnie jest dopiero początkiem podróży. Moje morze zaczyna się od plaży, ale nie kończy się na plaży. Inspirują mnie rzeczy i na morzu i na lądzie, natomiast morze jest na pewno niesamowicie inne, ciekawe, jest mądre, jest bezkresne, jest wolne, znowu wrócę do elementu wolności, morze jest bardzo wolną przestrzenią i natychmiast odkrywa naszą prawdziwą naturę człowieka, natychmiast! Jak na morzu ktoś jest, to ten ktoś niczego nie może udawać. Jak mam załogi na morzu to w ciągu 10 minut, naprawdę 10 minut, z tych ludzi zaczynają wychodzić rzeczy, które nie wychodziłyby przez 10 lat na lądzie.

F&C: Bycie kapitanem jachtu na morzu to bardzo odpowiedzialne zadanie, jak sobie radzisz z sytuacjami kryzysowymi?

Captain Andy:  Siadam w kąciku i płaczę 🙂  Po pierwsze staram się w nie  nie pakować  i bycie kapitanem to jest bycie meteorologiem, strategiem, który omija wszystkie problemy, no, ale ponieważ to jest żywioł i wiadomo, że się pakujemy w różne rzeczy, to jeśli zadbaliśmy o część techniczną, zadbaliśmy o część ludzką, zadbaliśmy o wszystko a i tak się wpakowaliśmy w problemy, no to wtedy jest jedyne wyjście, żeby zawsze ogarniać  i to co kapitan musi zrobić zawsze to: po pierwsze mieć świadomość, żeby nie pakować się w problemy, ale jak już wpakuje się w jakiekolwiek problemy, bo one wynikają na przykład z ruchu innego statku albo z sytuacji meteorologicznej i tego, że świat się bardzo zrobił również klimatycznie niebezpiecznym miejscem to w tym momencie kapitan to jest ostatnia i pierwsza osoba, która musi sobie ze wszystkim poradzić. Nie ma wyjścia.

Jak byłem oficerem na jachtach regatowych albo na zwykłych rejsach to ja zawsze miałem się za kim schować, no bo był kapitan. Jakby załoga sobie nie dawała rady, to był ten „stary”, który zawsze musiał ogarniać. Teraz ja jestem na takiej pozycji, więc ja już nie mam ani „pół na pół”, ani telefonu do przyjaciela  ani publiczność nie może mi pomóc i musisz wszystko ogarnąć sam, i to jest wspaniałe. Życie to nie Facebook, życie to odpowiedzialność i praca, to wyzwania i problemy, ale jak je rozwiążesz i pokonasz to piwo z puszki smakuje jak rocznikowy szampan. Nota bene piję częściej szampana niż piwo z puszki. Ale smak prawdziwego, wolnego życia pozostaje zawsze na ustach.

To jest odpowiedzialność za swoje życie. Najwspanialsze co kocham w życiu, to odpowiedzialność za swoje własne życie, bo mam takie wrażenie, że ludzie mają tak dużo socjalistycznych pretensji do tego, że państwo czegoś za nich nie zrobiło, że ktoś jest tam zły, że rodzice zawiedli, że przyjaciel… a najmniej zwracają uwagi na swoje działania na lądzie.  Bycie na morzu to jest wyzwolenie. Nikt Ci nie pomoże, musisz się ogarniać, to znaczy nikt Ci nie pomoże, poza innymi żeglarzami.

F&C: Nie masz czasem ochoty wrócić na ląd, usiąść w wygodnym fotelu i oddać się typowo ziemskim przyjemnościom?

Captain Andy: No i to robię, jasne, że mam i to robię, nie… nic nie robię na siłę, jeżeli jestem teraz w Polsce to jestem zachwycony Polską, Warszawą, życiem na lądzie i tym wszystkim. No, ale jak to mój kolega powiedział, jak ja bym nie miał jachtu i nie płynął dookoła świata to bym zwariował, bo to życie byłoby tak nudne i banalne, że bym po prostu zwariował. Nie jestem takim dzielnym żeglarzem jak wielu żeglarzy przede mną, którzy robią to non stop, no ale uważam, że to w ogóle nie jest mój styl. Po co płynąć dookoła świata przez rok czy dwa lata samotnie, nie wiem? Ale szanuję tych ludzi bardzo, oczywiście, ale to nie jest mój styl. Ja łączę ląd z morzem, więc absolutnie ten fotel to jest rzecz, która też jest mi bliska, którą rozumiem. Tylko jak miałbym siedzieć w tym fotelu 365 dni w roku to bym się zapadł.

F&C: Pamiętam, że zawsze lubiłeś opowiadać  i pisać, ale coś musiało Cię skłonić do napisania książki o życiu, o Twoim życiu?

Captain Andy:  Od dziecka wiedziałem, że będę pisał, co więcej ja pisałem całe życie, ja nie piszę od teraz, tylko piszę od dziecka. Tylko nic wcześniej nie wydałem, to tylko tym się różni. A inspiracja powstała jak miałem 15 lat i przeczytałem Lorda Jima Josepha Conrada Korzeniowskiego. To zdewastowało mnie jako młodego człowieka 15-latka, bo uznałem, że  po pierwsze: on pisze niesamowicie, tak jak ja bym chciał pisać, po drugie był oficerem na morzu a ja na tym morzu nawet jeszcze wtedy nie byłem, więc jakby byłem sfrustrowany, że nigdy nie będę taki jak on. Nie wiedziałem wówczas, że będę kiedyś kapitanem na morzu a wreszcie on miał ogromną ilość doświadczeń, a ja nie miałem wtedy żadnych doświadczeń życiowych jako 15-latek.  Więc jakby te trzy elementy spowodowały, że byłem załamany wtedy jak przeczytałem Lorda Jima. No i w pewnym momencie człowiek uznaje, że ma tyle doświadczeń, już potrafi pływać, już potrafi pisać a ma na tyle dużo doświadczeń, stwierdziłem, że też ta książka będzie mądra. Nie komentując innych książek, wydaje mi się, że część ludzi pisze książki, bo chce zdobyć popularność, albo może ma coś do powiedzenia a część ludzi pisze, dlatego, że pisanie zrobiło się dla części osób modne.  Ja napisałem tę książkę dlatego,  że ona musiała powstać. Ona udaje opis mojego życia i udaje moją autobiografię, ale nią nie jest, jest książką filozoficzną o życiu, o pięknie i cudzie życia, takiego pojedynczego życia, każdego z nas. Zresztą, jak ktoś przeczyta moją książkę, to będzie wiedział, że ja nie rozdzielam życia na materię ożywioną i nieożywioną, na mężczyzn i kobiety, na uchodźców i dobrych Europejczyków. Traktuję życie jako całość i tak naprawdę podsumowaniem tego jest to, że to jest nasza planeta i jesteśmy wszyscy tym samym.

F&C: Czy Twoje doświadczenia z przeszłości, z czasów dyplomacji miały jakiś wpływ na decyzje o żeglowaniu?

Captain Andy:  Hmm, nie miały, ale mają taki pomocny wymiar, że ja jestem teraz po pierwsze samozwańczym polskim ambasadorem, bo płynę pod piękną polską banderą, bo to jest biało-czerwona flaga z orłem w koronie. A jak miałem kilkanaście  lat i byłem w podstawówce to przyklejałem koronę z czekoladki, z tego złotka w szkole. Po drugie mam przyjaciół po Oksfordzie i po czasach w dyplomacji wszędzie na świecie, łącznie z Wyspami Vanuatu gdzieś na Pacyfiku, nawet dzisiaj jak rozmawiamy o pożarach w Australii, to tam jest mój przyjaciel Amber z czasów Oxfordu, więc to bardzo pomaga. W tym sensie tak, natomiast na pewno  nie jest to jakaś inspiracja. Dyplomacja w moim życiu była po prostu fragmentem mojego rejsu, który się nazywa życie, tak to był fragment mojego życia.

F&C: Jak to jest żeglować w samotności, czy to Ci się zdarza?

Captain Andy: Bywa, że żegluję sam, ale samotny nigdy nie jestem. Jak się jest na morzu z fajną łódką, która się nazywa Malena, to samotny człowiek nigdy nie jest i to jest piękny moment, gdzie człowiek ma czas na bardzo dużo przemyśleń, szczególnie jako pisarz potrzebuję czasem takiego stanu.  Natomiast głównie pływam z załogami, tzn. albo z załogami, które przyjeżdżają do mnie na wakacje i wtedy dmuchamy zielonego krokodyla albo to są żeglarze, którzy chcą jakiegoś wyzwania, no i wtedy idziemy w bój i walczymy ze sztormami i innymi rzeczami. Ale głównie pływam grzecznie, przy brzegu, jest ciepło i połowę czasu spędzamy w knajpach i na lunchu, jemy ryby i owoce morza i pijemy dobre wino. Cieszymy się życiem i celebrujemy życie. Do tego wszystkich namawiam.

F&C: Takie życie to nie tylko przyjemność, obsługa jachtu, szczególnie takiego jak Hallberg Rassy 352,  to duży obowiązek, odpowiedzialność i koszty. Jak sobie z tym radzisz?

Captain Andy:  Dla ludzi, którzy mało o tym wiedzą to są niewyobrażalne rzeczy, to znaczy ja mam w tym momencie listę 54 punktów, które muszę zrobić na jachcie w ciągu najbliższych trzech miesięcy, z każdym z tych punktów wiążą się poważne koszty i co więcej wiąże się bardzo dużo pracy, której nie mogę zlecić na zewnątrz. Nawet jak ją zlecę to i tak muszę być przy tym wszystkim, bo morze mnie nauczyło, że wiele rzeczy jak się odpuszcza, to i tak trzeba później ogarnąć, bo jako kapitan nie chcę utonąć na tym jachcie. Musi być to dobrze wykonane, więc nawet jak  komuś zlecam na zewnątrz szycie żagli, to potem muszę odebrać te żagle i je sprawdzić. A już był taki przypadek, że ktoś reperując moje żagle, za moje pieniądze, popsuł te żagle i skończyło się, nie dla niego, ale dla mnie źle, bo one się podarły w czasie sztormu a były źle wykonane. To jest cudowne, bo życie  polega na tym, że my głównie na ziemi od mniej więcej 100 lat odmieniamy przez przypadki takie różne czasowniki i używamy różnych rzeczowników i przymiotników i np. słowo „wygoda” jest słowem kluczem, wszystko musi być w naszym życiu łatwe i wygodne. Używamy słowa szczęście, łatwe, wygodne. Efekt tego jest taki, że jesteśmy zbiorem nieszczęścia, chorujemy coraz częściej, coraz częściej nasze życie jest nieszczęśliwe. Bo gdyby było szczęśliwe to 70% Amerykanów nie brałoby codziennie psychotropów na szczęście i na głowę, tylko żyliby długo i szczęśliwie, a jest odwrotnie. Mamy problem z otyłością, mamy problem ze swoim wnętrzem, więc wydaje mi się, że morze jest takim fajnym miejscem, gdzie ten obowiązek jest częścią życia, po prostu obowiązki są częścią życia i niepowodzenia są częścią życia. Chłopiec, który jest silny i nie powiem agresywny, ale męski, to jest część życia, a jak się chce z niego zrobić pierdołę, to się mówi wyłącznie o wygodzie, ugrzecznieniu, o dogadywaniu i efekt jest taki, że to prowadzi donikąd, to znaczy ta cała cywilizacja jest oparta na pewnych fikcjach.

Przykładem tego o czym mówię jest dorastający  w demokracji młody człowiek. Ale gdyby ta demokracja byłaby zagrożona, to teraz pytanie, ile procent mężczyzn, mówię o mężczyznach, o tym też się nie mówi, bo mówi się głównie o równości, głównie zresztą z perspektywy kobiet, ale ilu mężczyzn jest w stanie umrzeć za swój kraj i pójść na wojnę? Proste pytanie, czy mężczyźni w Polsce są w stanie obronić swoje domy przed bezpośrednią inwazją innych mężczyzn, którzy są znacznie bardziej od nich wysportowani. A raczej agresywni i pijani z bliskim dostępem do broni, bo to wiem. Są kraje wokół nas, głównie na wschód, które, gdyby przyszło co do czego to być może okazałoby się, że nasze cudowne wychowanie jest fajne, ale jeżeli jesteśmy w luksusowym klubie w czasie pokoju.  Co w momencie, kiedy będzie problem? A co w momencie, kiedy ja mam mężczyzn na jachcie, w wieku, uwaga lat 15, 20, 30, 50 i to jest tak, że część z nich to są mega niesamowici goście, bardzo dzielni, przeszli selekcję, czyli już poszli na morze. A w praktyce część z nich to są jak dzieci z przedszkola, które po godzinie siedzenia za sterem męczą się do tego stopnia, że już nie mogą płynąć. Ale nie dlatego, że jest sztorm, tylko dlatego, że słońce za bardzo grzało i oni mówią: „proszę o koszulę” po godzinie, a potem już mówią, że nie mogą dalej.

Mówię o tym dlatego, że my dzisiaj jesteśmy w jakiejś  totalnej bańce i kokonie i fałszywym świecie i nam się wydaje, że ten świat zawsze taki będzie. Nie, nie będzie, za 20-40 lat będą takie problemy klimatyczne, że gdyby w Polsce teraz wyłączono ludziom prąd i internet na 3 dni to myślę, że z 5% ludzi by umarło.

F&C:  Czy miałeś kiedyś sytuację, kiedy poczułeś, że możesz zginąć?

Captain Andy: Nie, nie miałem nigdy takiego poczucia, ale miałem sytuację, w której mogłem zginąć. To na pewno. Byłem w sytuacjach ekstremalnych, ale nigdy nie poczułem, że mogę zginąć, bo  zawsze mam takie poczucie, że będę się „napierdzielał” z tym  światem do końca, to znaczy, że nie odpuszczę. Więc nigdy nie miałem takiego momentu, kiedy siedziałem na koi i płakałem, albo byłem za sterem i wiedziałem, że już nie dam rady. Zawsze jest tak, że od siebie samego wymagałem, może dlatego jestem kapitanem jachtowym, że od siebie samego wymagałem najwięcej, bo mam tak wewnętrznie, że robię wszystko, żeby nie wpaść w te kłopoty. Ale jak  były, a były parę razy, od Spitsbergenu poprzez Bałtyk i Morze Północne i nie tylko, no to wtedy walczymy i nie ma takiego poczucia, że mogę zginąć. Wtedy myślisz tylko o przetrwaniu i wtedy walczysz.

F&C: Jakie są Twoje najbliższe plany, gdzie zamierzać płynąć?

Captain Andy:  Zamierzam zostać Turkiem w tym roku. Jestem teraz Grekiem, byłem Włochem, Hiszpanem, Francuzem, byłem Portugalczykiem, Holendrem, NiemcemPolakiem  nawet kiedyś byłem… a teraz w tym roku chyba zostanę Turkiem, może Bułgarem, Rumunem i Ukraińcem, bo potem wpłynę na Morze Czarne, ale mój najbliższy plan na ten rok jest taki.

Mam taką niepisaną zasadę, żeby w danym państwie być nie dłużej niż rok, a ponieważ w Grecji na wiosnę i latem będę już ponad rok, to popłynę dalej. Najfajniejsze jest w tej przygodzie zwanej życiem to, że ja nie wiem, czy ja na pewno dopłynę do Turcji, bo może mnie znieść na Bliski Wschód, tam jest teraz wszystko w porządku i może się okazać, że nie dopłynę. Ale gdyby się okazało, że dopłynę, to pójdę w Istambule na kebaba i może ten kebab mi się przeciągnie do roku.

F&C: Bardzo ryzykowne plany…  a czy przepłynąłeś już Atlantyk, czy to dopiero przed Tobą?

Captain Andy: Przepłynąłem Atlantyk, ale nie przepłynąłem Atlantyku swoją łodzią, więc to jest dopiero przede mną. Na szczęście większość fajnych rzeczy i to jest też piękne w tym projekcie, jest przede mną. To znaczy ja myślę o przeszłości, bo ona nas jakoś definiuje i buduje, jak każdy jestem zbudowany ze swoich doświadczeń. Ale dla mnie najważniejsze jest to co jest dzisiaj, tu i teraz a to oznacza również horyzont, który jest jeszcze nie odkryty, takie rzeczy, które są dopiero przede mną i to mnie najbardziej nakręca. Wiem, że jest mi mega dobrze w Grecji, jest mi cudownie, jestem teraz w raju, jestem wśród cudownych ludzi i jem genialne rzeczy, mam ponad 300 dni słonecznych w roku, a jednak bardziej mnie interesuje to co jest tam za horyzontem, mimo że to jest niebezpieczne. Może to nie jest niebezpieczne, to jest jakieś wyzwanie, to nie jest właśnie ta wygoda, ale to jest dla mnie dużo ciekawsze niż siedzenie w  bezpiecznym porcie.

F&C: Masz ogromną wiedzę, doświadczenie, determinację i jednocześnie umiejętność nawiązywania relacji. Wiele osób chciałoby się tego nauczyć. W jaki sposób można skorzystać z Twoich doświadczeń, zarówno tych biznesowych, dyplomatycznych jak i żeglarskich?

Captain Andy: Po pierwsze warto sobie zdać sprawę z tego, że nic nie przychodzi za darmo, ja kończyłem Uniwersytet Warszawski i Oxfordzki i tu i tam dwa fakultety. Mam przynajmniej czterdzieści skończonych  kursów, łącznie z Georgetown, Harvard, Akademią Obrony Narodowej, KSAP i niezliczoną ilością rzeczy, które kiedyś robiłem w swoim życiu i które mi pomagały. Jak zabrałem się za żeglarstwo, to też skończyłem kilkadziesiąt różnych kursów żeglarskich, łącznie z tym, że jestem dziś kapitanem brytyjskiego Royal Yachting Association. Zatem nie tylko polskich kursów. Po pierwsze trzeba się wziąć do roboty.  Jak człowiek sobie już coś wymyśli  to nie wystarczy tylko sobie marzyć i oglądać filmy „Gaja” i występy „TED” , gdzie cię napompują w 15 minut rzeczami typu: „pomyśl a będzie Ci dane”. Tak łatwo nie jest.  Po prostu trzeba się wziąć do roboty, wstać i pracować. I wtedy można osiągnąć bogate finansowo i duchowo życie.

To co ja robię, to spotykam się z biznesem, spotykam się z dzieciakami, spotykam się z czytelnikami i wtedy odpowiadam na konkretne pytanie dotyczące tego, co można zrobić.

Na pewno moja książka jest jakąś inspiracją, ale ona nie jest manualem, jak żyć.  Ja nikomu, nigdy  nie będę doradzał, nigdy nie będę coachem,  nigdy nie będę trenerem, ponieważ doradzam sam sobie i to całkiem nieźle mi wychodzi. Natomiast uważam, że doradzanie innym ludziom, nie znając bardzo dokładnie ich życia, ich możliwości, ich uwarunkowań jest po prostu nie dowodem geniuszu, ale nierozważnym nadużyciem. Ja nawet powiem szczerze, że trochę się tym martwię, bo to znaczy, że ludzie robią pieniądze na doradzaniu innym, a jak czasem patrzę na ich życie, i wiem co mówię, tylko musiałby mieć konkretne osoby przed sobą, o których teraz myślę, jak patrzę, jak ich życie naprawdę wygląda, to wygląda nie tak jak opowiadają innym ludziom jak żyć należy.

Wiesz co, myślę, że każdy z nas powinien być swoim najlepszym przyjacielem, trenerem i  coachem. I jest.  Nie ma innego trenera poza Tobą i poza nami samymi, kto zna nas lepiej, rozumie nas lepiej. Natomiast to musi być trener wymagający. To czego ja np. oczekuję od swoich załóg, to jednak jest dostosowanie się do rytmu tego rejsu. To czego na lądzie najbardziej szukam w rozmowie z ludźmi,  np. teraz, kiedy występowałem parę dni temu w bardzo dużym banku i innej firmie, to ja w tym momencie przychodzę z ciekawymi informacjami, ale potem staram się nie iść  trybem myśli normalnych ludzi, którzy powtarzają  jakiś  kanon, tak jak mówiliśmy, uznany na świecie, tylko myśleć bardzo, bardzo oryginalnie, po swojemu. Zastanawiać się, czy to wszystko np. w ciągu najbliższych dwudziestu lat nie runie, tak jak wiele razy przedtem runęło.

Dla mnie argumentem, że cztery miliardy ludzi coś robi jest żadnym argumentem. Żartując nieco i kończąc, to, że Ziemia nazywa się Ziemia, to nie znaczy, że Wy macie rację, Ziemia jest błękitną planetą, to ja mam rację, bo Ziemia jest niebieska, błękitna a nie zielona, więc  to ludzie z morza zajmują dużo więcej terytorium. Ziemia powinna nazywać się Woda. Tylko tak się poskładało, że ludzie z lądu myślą, że mają rację. Ląd jest  dobrym miejscem do życia, ale żeglarstwo jest dużo piękniejsze. Ląd oglądany z morza jest dużo ładniejszy niż ląd oglądany z lądu.

F&C: Dziękuję za rozmowę.

Zapraszamy do lektury książki „NAZYWAM SIĘ ŻYCIE”

https://captainandy.co (niebawem w wersji anglojęzycznej „My name is life”)

Kupując TUTAJ książkę drukowaną „Nazywam się życie” otrzymacie rabat 10% od wartości książki z kodem rabatowym: nazywamsiężycie
Kupując e-BOOK otrzymacie rabat 20% od wartości e-BOOKa z kodem rabatowym: życie

lub wysłuchania audiobooka:

https://audioteka.com/pl/audiobook/nazywam-sie-zycie

oraz do polubienia fanpage’a na Facebooku: Captain ANDY The World i Instagramie: @captainandyco

Zdjęcia: zbiory własne Captain Andy

Rozmowę przeprowadziła: Gocha




ZOBACZ RÓWNIEŻ / SEE ALSO:

Cape Cod I Plymouth – Początki Kolonizacji Ameryki Przez Europejczyków / The Beginnings Of The Colonization Of America By Europeans

Witaj Mazurska Przygodo! / Hello Masuria’s Adventure!

Moda Na Trójmiasto / A Trend For Tricity

Madera – Wiecznie Zielona Wyspa / Madeira – Evergreen Island

Bądź Swoim Bossem / Be Your Own Boss



2 thoughts on “Inspirująca i kontrowersyjna rozmowa z Kapitanem Andy’m / Inspiring and controversial conversation with Captain Andy

Dodaj komentarz

Top